12 grudnia 2009

Ryż ze szpinakiem po grecku


Uwielbiam to danie - jest zdrowe, lekkie, szybkie i proste w przygotowaniu i jak dla mnie pyszne, ale pewnie nie wszystkim może odpowiadać, bo niektórzy nie lubią szpinaku.


Składniki:
- szpinak (świeży lub mrożony w formie kulek)
- ryż
- cebula
- czosnek
- koperek
- olej lub oliwa do smażenia
- sok z 1/2 cytryny
- sól, pieprz, ewentualnie kostka rosołowa zamiast soli


Cebulę pokroić w kostkę, czosnek pokroić drobno, podsmażyć razem na niewielkiej ilości oleju lub oliwy. Dodać do tego suchy ryż (na 1 osobę biorę niepełny kubeczek do espresso) i pokrojony w paski szpinak (kilka kępek, jeśli świeży lub kilka kulek mrożonego), smażyć przez chwilę, mieszając, przyprawić solą, pieprzem i/lub rozkruszoną kostką rosołową. zalać przegotowaną wodą, aby składniki były nią pokryte, przykryć patelnię pokrywą i gotować na  małym ogniu, aż ryż będzie miękki, od czasu do czasu mieszając. Pod koniec gotowania dodać posiekany koper, sok wyciśnięty z 1/2 cytryny, wymieszać i po chwili podawać. W ten sposób przygotowany ryż ze szpinakiem może być dodatkiem do mięsa lub ryby, bądź samodzielnym daniem.

Nowe miejsce - bar gruziński Argo



Jestem zachwycona moim najnowszym odkryciem, a mianowicie barem Argo, w którym można zjeść dania kuchni gruzińskiej. Mieści się on na Warszawskiej Starówce, przy ul. Piwnej 46, w lokalu, w którym była wcześniej knajpka indyjska pod nazwą Namaste India. Hindusi nadal działają przy tej ulicy, ale przenieśli się do lokalu położonego bliżej Pl. Zamkowego. Właściciele Argo wyremontowali przejęty lokal – zmieniona została jego kolorystyka i inaczej ustawiono stoliki, co wyszło na korzyść niewielkiemu pomieszczeniu – ożywiło je i powiększyło optycznie. Wnętrze jest przyjemnie urządzone w zieleni, mocnym różu i bieli. Gdy weszłam do lokalu, byłam pozytywnie zaskoczona zmianami. Bar Argo jest prowadzony przez polsko-gruzińskie małżeństwo. Właściciel, emerytowany reżyser, jest z pochodzenia Gruzinem i od 40 lat mieszka w Polsce. Małżeństwo ma już doświadczenie w branży gastronomicznej – działali wcześniej w klubie przy ul. Lwowskiej (niestety nie miałam okazji tam być).


Bar serwuje głównie dania kuchni gruzińskiej - pochodzący z Gruzji właściciel dba o autentyczność smaków. Jak na nieduże pod względem powierzchni miejsce, wybór w menu jest bogaty. Przykładowe dania to: chaczapuri (placki z serem) w różnych wersjach w cenie 8-15 zł, przystawki w cenie 10-15 zł – właścicielka bardzo polecała bakłażany z nadzieniem z orzechów włoskich. Z przystawek zapamiętałam jeszcze nadziewane liście winogron w cenie 12 zł. W karcie są też do wyboru 3 zupy, m. in. z fasolą, a także z mięsem, można zjeść gruzińskie pierogi w cenie 22 zł, a także dania główne, np. szaszłyk z ryżem lub ziemniakami za 28 zł oraz bliny z mąki orkiszowej z łososiem za 28 zł.

Bakłażany z nadzieniem z orzechów włoskich

Skusiłam się na chaczapuri, czyli placek z nadzieniem z sera gruzińskiego w wersji z pieca (dostępny także z patelni) w cenie 12 zł. Pierwszy raz jadłam to danie i jestem nim zachwycona. Do placka można zamówić sos jogurtowo-czosnkowo-koperkowy lub ostry (polecam ostry). Do picia polecam spróbować gruzińskiej lemoniady dostępnej w 5 smakach, m.in. gruszkowym, winogronowym, karmelowym - cena 10 zł za butelkę 0,5 l. Skusiłam się na gruszkową – pyszna, orzeźwiająca, niezbyt słodka. Poziom cen w barze jak na lokalizację na Starówce i jakość dań jest bardzo przyjazny. Jedynym mankamentem lokalu jest jego wielkość – jest bardzo mały, w środku zmieściły się tylko 4 nieduże stoliki, więc nadaje się bardziej do odwiedzenia go w małym gronie. W przypadku większej grupy, aby uniknąć długiego czekania na potrawy, należałoby uzgodnić wcześniej menu, bo kuchnia jest nieduża i ma małą przepustowość. Z drugiej strony niewielka powierzchnia sprawia, że lokal ma rodzinną atmosferę, można poczuć się w nim jak w domu, miło porozmawiać z właścicielką i dowiedzieć się od niej różnych ciekawostek o lokalu i serwowanych w nim daniach. W sąsiadującym z barem pomieszczeniu znajduje się galeria, w której sprzedawane są autorskie prace właściciela – niesamowite gruzińskie czekanki (prace w metalu), a także rosyjska porcelana. Miejsce odbieram bardzo pozytywnie i gorąco polecam odwiedzenie go. Sama na pewno tam wrócę jeszcze nie raz, aby spróbować innych dań – w pierwszej kolejności bakłażanów z orzechami.

Chaczapuri - placek z serem gruzińskim

5 listopada 2009

Toan Pho - nowy barek wietnamski przy Chmielnej


Niedawno odwiedziłam wraz ze znajomymi nowo otwarty barek wietnamski Toan Pho, który mieście się w Warszawie przy ul. Chmielnej 5/7. Lokal jest prowadzony przez rodzinę, która wcześniej prowadziła bar na błoniach Stadionu Dziesięciolecia. Kto nie bywał w barkach wietnamskich na Jarmarku Europa, musi koniecznie wybrać się do baru przy Chmielnej – można tam spróbować potraw, jakich nie znało się dotychczas, o co niełatwo w Warszawie, bo powstaje niewiele miejsc z oryginalną kuchnią innych narodów. W Toan Pho dania smakują zupełnie inaczej niż w większości barów wietnamskich nastawionych na polskich konsumentów. Jestem zachwycona serwowanym tam jedzeniem - smakuje wyśmienicie (z wyjątkiem jednej potrawy, która nie przypadła mi do gustu), porcje są duże, a ceny przystępne - oscylują wokół kwoty 15 zł za danie.


Szczególnie godne polecenia są zupy - do wyboru z różnymi dodatkami, np. kurczakiem, kaczką, wołowiną. Najbardziej smakowała mi rewelacyjna zupa rybna z karpiem smażonym na chrupko (15 zł).


Zamówiłam także naleśniki sojowe (15 zł). To danie nie okazało się dobrym wyborem – wietnamskie naleśniki w niczym nie przypominają naszych. Myślałam, że będzie to coś podobnego do sajgonek, jednakże bardzo się zdziwiłam, gdy podano mi danie – odbiegało ono znacząco od mojego wyobrażenia o nim. Naleśniki wyglądały tak, jakby papier ryżowy namoczono w gorącej wodzie – na talerzu leżały kupki masy sojowej z dodatkiem drobnych kawałków grzybów. Na wierzchu ułożono kawałki czegoś dziwnego, co wyglądało jak mielonka i miało nijaki smak. Całość była posypana zieleniną i smażonym na chrupko, pokrojonym na plasterki czoskiem. Do dania podano w oddzielnej misce słodko-kwaśny płyn, w którym należało maczać naleśniki. Z całego dania najbardziej smakował mi czosnek – reszta nieszczególna. Raczej nie polecam tego dania, inne są o wiele lepsze.


Bardzo smaczne były natomiast sajgonki (spróbowałam trochę od kolegi). W porcji, która kosztuje 10 zł jest 5 sztuk świeżutkich, chrupiących sajgonek z pysznym nadzieniem podanych z dobrze doprawioną surówką z kapusty i marchewki.


W menu są do wyboru także sałatki z dodatkiem różnych mięs, a także makaron smażony w kilku wersjach.

Ciekawostką jest ołtarzyk ustawiony w kącie lokalu.


Polecam ten barek wszystkim, ktorzy chcą spróbować czegoś nowego. Na pewno stanie się jednym z moich ulubionych miejsce do zjedzenia czegoś na szybko na mieście. Byłam w nim już dwa razy i ciągnie mnie, aby wybrać się tam ponownie i spróbować jeszcze innych dań.



3 listopada 2009

Prosta sałatka kukurydziano-bakaliowa



Składniki:
- 1 puszka kukurydzy
- 1 opakowanie mieszanki studenckiej
- majonez
- ewentualnie kilka suszonych śliwek

Kukurydzę odsączyć z zalewy. Mieszanki studenckie mają różny skład - ja użyłam takiej, w której składzie były rodzynki, orzechy i morele suszone. Wybrać z mieszanki rodzynki, sparzyć je wrzątkiem. Morele oraz ewentualnie śliwki pokroić w paseczki. Bakalie wymieszać z kukurydzą, doprawić niewielką ilością majonezu.


26 października 2009

Sałatka z rybą wędzoną



Składniki:

  • ryba wędzona - 2 szt. (polecam sieję, dobrze nadaje się też makrela)
  • jajka ugotowane na twardo (na 2 ryby użyłam 6 szt.)
  • 1 puszka kukurydzy
  • kilka ogórków konserwowych
  • 1 czerwona cebula
  • pęczek koperku
  • majonez
  • pieprz
Rybę oczyścić ze skóry i ości, rozdrobnić. Kukurydzę odsączyć z zalewy. Jajka, ogórki, cebulę pokroić w drobną kosteczkę, koperek posiekać. Wymieszać składniki, dodać trochę majonezu, aby je połączyć, doprawić pieprzem. Soli nie trzeba dodawać, bo wędzona ryba jest słona. Sałatka musi postać przynajmniej 2 godziny w lodówce, aby smaki się przegryzły.

Zrobiłam tę sałatkę na imprezę i zniknęła błyskawicznie ze stołu. Wygląda niepozornie, ale jest bardzo smaczna.

Przepis własny, choć pewnie ktoś już przede mną wymyślił podobną sałatkę. Z podanych proporcji wyszła salaterka sałatki, jak widać na zdjęciu.